27.07.2015

06. I know more than you think



Kiedy brunet obudził się nad ranem, natychmiast chwycił telefon leżący na stoliku. Westchnął cicho na brak nowych wiadomości od Marco i wstał z kanapy. Udał się do kuchni w celu zrobienia kawy i jakiegoś śniadania. W końcu ma gościa. Z którego musi zaraz wydobyć mnóstwo informacji, przez co pewnie dostanie w twarz, ale trudno. Jeżeli nowa sprawa komuś zagraża, Leon musi interweniować. Wprawdzie nie jest żadnym szefem, ale zawsze czuł się za wszystkich odpowiedzialny. Violetta jest częścią drużyny, a kiedy Verdas chciał ją bliżej poznać, usłyszała coś, czego nie powinna słyszeć i to wszystko zepsuło.
A szatynka była bardzo zagadkową osobą dla bruneta.
1. Miała styczność z prawem.
2. Chciała być prawnikiem.
3. Nie boi się ryzykować życia.
4. Ktoś jej grozi.
5. Hernandez boi się bardziej Violetty, niż Leon'a.
Verdas próbował sobie ułożyć jakieś pytania w głowie. Musiał się też liczyć z tym, że dziewczyna i tak mu nie udzieli odpowiedzi.
- Jakim cudem przyjęli cię do policji z taką przeszłością? - szepnął cicho do parującego kubka kawy. - Kim jesteś?
- Powinnam cię zapytać o to samo - usłyszał za sobą, a po chwili na przeciwko niego usiadła szatynka.
Wyglądała na zmęczoną, ale jej wyraz twarzy niczego nie mówił. Nie była zła, ale na pewno mogłaby zaraz rozpocząć kłótnię.
- Nie rozumiem.
- Skąd wiesz o mojej przeszłości? Skąd wiesz, że mnie zamknęli?
- Jestem policjantem. Akta i...
- Nie istnieją - wtrąciła się szatynka.
- Nie dołączyłaś do policji, żeby ich się pozbyć, bo by cię tu po prostu nie przyjęli. Za co cię zamknęli?
- Tego już pan Verdas nie wie - warknęła.
- Pozwól sobie pomóc. Zaufaj mi.
Szatynka prychnęła.
- Dlaczego miałabym to robić?
- Bo wiem coś, co może ci zaszkodzić.
- Chyba nie słyszałeś dobrze: Akta nie istnieją - powiedziała szatynka z uśmiechem.
- Ale nie wiesz skąd o nich wiem - zauważył brunet. - I że wiem o Larze.
Na dźwięk imienia swojej siostry, szatynka nerwowo spojrzała na Leon'a, który siedział z triumfalnym uśmiechem i pił kawę.
Przez chwilę oboje nic nie mówili, ale kiedy dziewczyna otworzyła buzię, zadzwonił telefon bruneta, który po chwili odebrał.
- Musimy zaraz jechać - powiedział szybko do szatynki i wyszedł z kuchni.

22.07.2015

05. My detective



Dzień 7.

- O kim mam zdobyć te informacje?
- Violetta Castillo.
- Wykluczone.
Verdas zacisnął zęby, a na jego twarzy pojawił się grymas. Mógł się tego spodziewać. Jest mądrzejsza, sprytniejsza, ma większe znajomości. Może powinien już się poddać?
Nie.
- Hernandez... Nie utrudniaj mi śledztwa, bo pożałujesz - warknął policjant.
Czarnowłosy cicho westchnął.
- Pożałuję, jeżeli cokolwiek ci o niej powiem - powiedział, ściszając głos. Wiedział, że lepiej nie zadzierać z szatynką, niż z brunetem. - A tak poza tym, dużo nie wiem.
- Jesteś detektywem. O wszystkim wiesz od razu? - syknął Leon lekko poirytowany rozmową z detektywem i tym, że szatynka jest nie do tknięcia.
Jakoś nie uważała z koleżanką przed komisariatem, pomyślał.
- Verdas. Znam ją. Nie zamierzam jej śledzić, podsłuchiwać i tak dalej.
- A nie możesz zdobyć informacji o niej? - zapytał brunet. - Wiem, że miała kryminalną przeszłość -
dodał po chwili.
- Co?! Skąd to wiesz?
- Cholera, Hernandez. Jesteś najlepszym detektywem w mieście. Jak ty się tym nie zajmiesz, to ja.
- Jak chcesz - rzucił Diego i wstał od stolika. - Ale nie rób rzeczy, których będziesz potem żałował - powiedział ściszonym głosem. - Ona nie jest zła. Ma dobre intencje.
Wyszedł z kawiarni i zostawił Leon'a samego. Samego ze swoim mętlikiem w głowie.

10.07.2015

04. The returning past



To był błąd.
Duży błąd.
Ale szatynka od dawna nie widziała kogoś znajomego, z kim wiązała ją jakaś przeszłość, wspomnienia. To, co teraz robiła miało ją doprowadzić do siostry. Czasami czuła się winna, ale przecież wiedziała, że Verdas też nie ma dobrych intencji. Jest dla niego zagrożeniem, które trzeba wyeliminować.
To samo ona zamierza zrobić z nim.
Tylko dlatego zgodziła się, aby dalej drążyć w tą sprawę z morderstwem kelnerki. Leon Verdas zabił Camilę Torres, ponieważ był zazdrosny. Jeszcze nie wie, jak wpakuje go w romans i zabójstwo, ale przecież nie raz wpadała na świetne pomysły w ostatniej chwili. Chcąc, nie chcąc, to jej życie. Rozum i logiczne myślenie to było coś, co ją wyróżniało od przeciętnych osób i pozwoliło jej jeszcze nie zginąć.

- To twoi znajomi? - zapytał Leon i podszedł niebezpiecznie blisko do Violetty.
Może jej się wydawało i była zbyt przewrażliwiona, ale czuła, że on ma jakiś plan. Chciał zostać jej przyjacielem albo kimś więcej.
Sama nie wiedziała, co o tym myśleć.
Z drugiej strony miała o nim informacje i być może jego zachowanie to nie żaden motyw. Może po prostu taki był Leon Verdas.
- Dawno ich nie widziałam - odpowiedziała i uniosła głowę, aby spojrzeć mu prosto w oczy.
Czy te tęczówki mogły kłamać?
Jego nie, ale jej owszem.
Nikt jej nigdy nie przejrzał. Była zamkniętą księgą. Tylko ona miała dostęp. To jej pasowało.
Coś w jego oczach błysnęło, coś niebezpiecznego, a sam brunet pokiwał tylko głową i odszedł.