22.05.2015

Spóźnione (niespodziewane) informacje



EDIT (czyli streszczenie strony informacji xD):
1. Nie będę komentować, nic publikować do połowy czerwca.
2. Po tym czasie zacznę pisać opowiadanie, paring Leonetta/Diecesca/Fedemiła, taki "stylem Teddy", jak ktoś chciałby przeczytać ;)
3. Dziękuję, dziękuję, dziękuje za komentarze i wyświetlenia OS'a ^-^

[Gif - [c] Team Violetta Brasil | Tumblr]

04.05.2015

One Shot: "W niebezpieczeństwie" (Cz. 4.)



Rozdział dedykuję wszystkim czytelnikom, którzy nie oślepli jeszcze przez moją głupotę ^-^

Jedyne o czym teraz marzyłam było ciepłe łóżko. Ale to, co byli mi teraz w stanie zaoferować to zimna rama łóżka w celi więziennej. Za coś, czego nie zrobiłam, a byłam niesłusznie posądzona. A myślałam, że gorzej być nie może.
Spojrzałam na szybę. Na pewno ktoś mi się teraz przygląda. Obserwuje zachowanie, żeby udowodnić mi winę. Magia lustra weneckiego.
Nagle do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna. Na jego szyi zwisała odznaka. Policjant - tego się na pewno nie spodziewałam. Zaraz mi powie, że ma rzekome dowody na moją winę i jak się przyznam dadzą mi jakąś ulgę. Nic z tego. Przy okazji oglądam chyba za dużo seriali kryminalnych.
- Nie powiem nic bez mojego prawnika - rzuciłam, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Spokojnie. - Policjant usiadł na przeciwko mnie. - Jestem przyjacielem Leon'a.
Prychnęłam.
- To idzie na pańską niekorzyść.
- Podkomisarz, Sebastian Gomez - przedstawił się i się lekko uśmiechnął. Po chwili na biurku umieścił dyktafon. - Mam nadzieję, że nie będzie przeszkadzał.
Na pewno, pomyślałam.
- Początek już mam nagrany - powiedział. - Jak się nazywasz?
Westchnęłam cicho.
- Violetta Castillo.
- Gdzie się pani urodziła?
- W Filadelifii.
- Kiedy ma pani urodziny?
- 29 kwietnia.
Policjant nie spuszczał ze mnie wzroku. Nie musi zajrzeć do notatek, czy coś? Nie mam nic do ukrycia, ale świadomość, że od tego, co powiem, będzie zależała pewnie moja przyszłość nie była uspokajająca.
- Ile ma pani lat?
- 24.
- Rozpoznała pani Alex'a Galan'a?
Spuściłam wzrok. Czułam się jak zdrajczyni, kiedy go wskazywałam. Zmienił się. Jako dziecko był słodkim chłopczykiem. Teraz wyglądał jak każdy z tych chłopaków co byli tak boscy, że mieli codziennie inną dziewczynę. Nie mam pojęcia co, go do tego doprowadziło. Tak naprawdę go nie znałam.
- Tak.
- Skąd go pani zna?
- Jest moim kuzynem. Jako dzieci razem jeździliśmy do babci na wakacje. Potem woleliśmy jeździć na kolonie, więc straciliśmy kontakt - wyjaśniłam.
- Jak go odnowiliście?
- Nijak - odpowiedziałam cicho. - Tej nocy nawet go nie rozpoznałam. Nigdy bym nie przypuściła, że to on.
- Rozumiem. Ale dlaczego zadzwoniła pani do swojej matki, chociaż wiedziała pani, że zagraża to jej i pani bezpieczeństwu?
Zacisnęłam wargi. To było głupie.
- Jak się dowiedziałam, że mnie podejrzewacie o współudział, myślałam, że nie chronicie nikogo z moich bliskich.
Podkomisarz pokiwał głową.
- Jednak niedługo po tym pan Galan zjawił się w domu państwa Verdas'ów. Wezwała go pani, bo odkryła, że wiemy o waszej współpracy.
Zacisnęłam pięści. To mogło tak wyglądać, ale tak nie było.
- Nie wiedziałam, że to on, dopóki nie usłyszałam tego w krótkofalówce - warknęłam zdenerwowana. - I tak byłam pewna, że to zbieżność nazwisk.
- Pan Galan jednak panią rozpoznał bez  problemu. Zaoferował pani nawet ucieczkę.
- Nie zgodziłam się na nią - przypomniałam.
Podkomisarz Gomez pokiwał głową.
- Ponieważ pan Verdas wkroczył do akcji.
Policjant wyłączył dyktafon i cicho westchnął.
- Tyle mi wystarczy - podsumował, a ja czułam jak wszystkie mięśnie mi się napinają.
Przecież to, co ma dowodzi mojej winy. A to po prostu tak wyglądało.
- Gdyby Leon nie przyszedł i tak bym nie poszła na współpracę! - krzyknęłam i zaczęłam się trząść z nerwów. Moje dłonie były zimne, a ja byłam cała przerażona.

Złe miejsce, zły czas, złe decyzje.

Tak to się skończy? Trafię za to do więzienia?
- To dlaczego chciała pani ukraść samochód podkomisarza Verdas'a? - zapytał.
- Podsłuchałam jego rozmowę. Dowiedziałam się, że mnie szpieguje, myśli, że coś ukrywam i, że mnie okłamuje. Myślałam, że... - Gardło mi się ścisnęło, a do oczu napłynęły mi łzy. Pamiętam tamtą chwilę. Było to kilkanaście godzin temu. A teraz zapamiętam to do końca życia. - Myślałam, że mnie kocha, że coś dla niego znaczę. Wiem, że to było głupie - wyznałam. - Ale naprawdę mu uwierzyłam. Byłam przerażona. Chciałam go przechytrzyć. Rozpoczęłam jakąś głupią zabawę, a jedyne co zdołałam ukraść to jego kluczyki do samochodu. W którym znalazłam swoje akta.
Kiedy skończyłam mówić i płakać, przetarłam przedramieniem łzy z twarzy i zagryzłam wargi. Gdyby ten chłopiec nie wyrósł na bezdusznego mordercę, nie byłoby mnie tutaj.
- Leon też byłby podejrzany, gdyby nie okoliczności łagodzące - powiedział nagle policjant.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Od początku wierzył w twoją niewinność. Nie wykonywał zlecanych przez nas zadań. Chronił cię. Kiedy wyjdzie ze szpitala zostanie zwolniony dyscyplinarnie.
Po chwili wyszedł z pomieszczenia zostawiając mnie znowu samą.

01.05.2015

One Shot: "W niebezpieczeństwie" (Cz. 3.)



Cz.3 dedykowana Tobiemu.
PS Dziękować, dziękować, dziękować każdemu kto skomentował albo przeczytał poprzednie części (i wgl. tym co tu są) ♥♥♥

- Chyba już wiem, dlaczego stąd wyjechałem - stwierdził. - Oni są nienormalni.
Leon siedział obok mnie i obserwował tańczących mieszkańców. Byliśmy w najlepszym (oraz jedynym) klubie w tej małej miejscowości. Jestem już tu prawie dwa tygodnie. Tęsknię za domem. Za ludźmi z firmy. Nawet za Gery, sprzątaczką, z którą się codziennie witałam. Zawsze o tej samej porze. I za Diego, który każdego wieczora na mnie krzyczał i wyprowadzał siłą z firmy. Czasami musiałam zostawać po godzinach, bo chciałam, aby projekt wyszedł jak najlepiej. Nie chciałam nikogo zawieść.

Tak dużo się zmieniło.

Podobno mam traktować pobyt tutaj jako wakacje. Tyle, że z każdym dniem czuję się coraz gorzej. Nie chodzi mi o sam pobyt. Naprawdę dobrze się tu czuję, tylko, że jedna myśl nie daje mi spokoju.

Skąd ja go znam?

Co noc budzę się i czuję jak bezgłośnie wypowiadam jego imię. Boję się tego, co może się stać. Zwłaszcza, że nie mam kontaktu z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi z pracy. Leon mnie uspokaja i mówi, że to monitorują, ale i tak czuję jakiś niepokój. Najgorszy jest fakt, że ja go znam. Wiem to. Ale od koszmaru nie pamiętam jego twarzy tak dobrze. Coś jest znajome w tych rysach, tylko nie wiem co.

Zagubiona w labiryncie własnych myśli. 

- Jak tak na nich patrzę to może też bym jeszcze raz zatańczył - usłyszałam nagle głos Leon'a.
Odwróciłam się w jego stronę i sztucznie się uśmiechnęłam. Wiem, że zaraz zapyta czy wszystko w porządku i czy dobrze się czuję. To pytanie jest po prostu idiotyczne, ale doceniam jego troskę. Spojrzał w moje oczy, a ja cicho westchnęłam. Ku mojemu zdziwieniu nic nie powiedział, tylko wyciągnął w moją stronę rękę.
Ledwo co zaczęliśmy tańczyć, a brunet wyjął z kieszeni spodni dzwoniący telefon.
- Zaraz wrócę. To ważne - krzyknął i pokazał mi urządzenie.
Po chwili zniknął w tłumie tańczących ludzi.
Kilka dni temu zapytałam się Leon'a, czemu on może mieć komórkę, a ja nie. Podobno ma jakiś lepszy system zabezpieczeń, a ja nie powinnam się z nikim i tak kontaktować, więc telefon mógłby pomóc wykryć moje położenie, a to zagroziłoby mojemu bezpieczeństwu.
Czekając na bruneta, zaczęłam tańczyć z Federico, kolegą Leon'a, który mieszka obok i którego ostatnio poznałam. Przekrzykując muzykę staraliśmy się nawet rozmawiać, ale marnie to wyszło, zwłaszcza, że Fede zaczął zadawać "niewygodne" pytania. Normalnie byłyby to pospolite informacje, podtrzymanie rozmowy, ale skoro nie mogę nic nikomu o sobie mówić, był mały problem. Krzyknęłam do niego, że boli mnie głowa i wyszłam z lokalu, zwłaszcza, że Leon dawno nie wracał.
Na początku nie mogłam nigdzie go znaleźć, ale kiedy obeszłam cały budynek, okazało się, że był z tyłu. Może nie chciał, aby ktoś go usłyszał, pomyślałam. Tylko ja i jego rodzice wiedzą, co tu naprawdę się dzieje.
Brunet stał tyłem do mnie, dlatego postanowiłam, że cicho się do niego zakradnę, a kiedy skończy rozmawiać, zaskoczę go. Oby tylko nie miało to odwrotnego efektu jak nagła reakcja policjanta na atak.
Zdjęłam buty i podeszłam na palcach jak najciszej się dało. W połowie drogi jednak się zatrzymałam:
- Chyba wiem, co robię - warknął do telefonu, a ja zamarłam. - Ufa mi. Jeżeli coś ukrywa to niedługo mi o tym powie. Nie moja wina, że już go mieliście, ale wam uciekł. Przeszukałem jej pokój, śledziłem ją i pilnowałem. Nie mogła się z nim skontaktować.

18.04.2015

One Shot: "W niebezpieczeństwie" (Cz. 2.)



Siedziałam wtulona w kanapę, pod kocem i z kubkiem ciepłej herbaty. Słuchałam opowieści Juliet. Mówiła mi jak poznała się z James'em, swoim mężem, a potem zaczęła opowiadać mi o Leon'ie. Odkąd powiedział mi o Joy, jeszcze bardziej się w sobie zamknął. Cały ten obraz wyluzowanego, a zarazem poirytowanego policjanta zniknął. On zniszczył jego związek, jego przyszłość (przynajmniej z tego co mi powiedziała Juliet tak wynika). Podobno Joy i Leon byli w sobie bardzo zakochani i chcieli wziąć ślub. Ale on wyrządza wiele szkód, wprowadza zmiany, których nikt nie chce.

Których ja nie chcę.

Ale czy powinnam być aż taka zła? Widziałam morderstwo kogoś, kogo nie znałam. Udało mi się uciec, chociaż byłam blisko śmierci, a całe życie mignęło mi przed oczami. Nawet nie myślałam o tym, jak bardzo się cieszę, że udało mi się ujść z życiem, że nic mi się nie stało. W ciągu dni tak dużo się wydarzyło. Rozmowy z psychologiem, pakowanie, zeznania na policji, ochrona, szepty.

Zniknięcie i kłamstwa.

- Torrey, wszystko w porządku? - zapytała Juliet i uśmiechnęła się do mnie. Odkąd tu jestem mam ochotę zadzwonić do rodziców. Tak dawno z nimi nie rozmawiałam. A Juliet jest dla mnie taka miła. Przypomina mi mamę.
- Tak - burknęłam. - Chyba jestem zmęczona. Pójdę już spać.
Ziewnęłam i wstałam z kanapy. Juliet spuściła wzrok i wyglądała jakby nad czymś się zastanawiała. Nie wiedziałam o co jej może chodzić, jednak wolałam się nie wtrącać. Złożyłam koc i skierowałam się z kubkiem do kuchni.
- Torrey - odezwała się nagle. Przez chwilę nie zwróciłam uwagę, ale, do cholery, mówiła do mnie.

Nigdy się nie przyzwyczaję do tego, że jestem kimś innym.

A może tak naprawdę jestem sobą? Tylko inne imię? Sama nie wiem.
Odwróciłam się w stronę matki policjanta. Miała zatroskany wyraz twarzy. Spojrzałam na nią pytająco.
- Pokłóciłaś się z Leon'em?
Otworzyłam usta ze zdziwienia. Nie takiego pytania się spodziewałam. A może powinnam?
- Kiedy ją spotkał, zmienił się. Odnowił z nami kontakt. Dzwonił często. Mieli kiedyś do nas przyjechać. Odkąd się stąd wyprowadził, zaczął nowe życie, odcinając się od nas - powiedziała smutno. - Leon nam powiedział, że rozstał się z Joy, dlatego przez ostatnie miesiące się nie odzywał. A teraz pojawił się z tobą. Nie zrozum mnie źle. Ciągle mówię o jego byłej dziewczynie, ale... Skoro się rozstali, a przyjechał z tobą, to znaczy, że naprawdę cię kocha. Ja i James cieszymy się, że Leon znalazł taką miłą, inteligentną i do tego ładną dziewczynę. Naprawdę. - Pod koniec swojego monologu rzuciła mi jeden z tych swoich uśmiechów, które zdążyłam ostatnio poznać, a następnie wstała i mocno mnie uścisnęła.

- Yyy, mamo? - usłyszałam, kiedy Juliet miażdżyła mi kręgosłup, łopatki i resztę kości.
Po chwili poczułam ulgę i zauważyłam w salonie bruneta.
- Co się dzieje? - zapytał i zmarszczył brwi.
- Pogódźcie się, dzieci, proszę.
Leon przeniósł swój wzrok z Juliet na mnie. Oczekuje odpowiedzi. Cholernej odpowiedzi co się dzieje. Nie minął nawet tydzień, a ja czuję się bezsilna. Bo nie wiem co powiedzieć. Po raz kolejny. Brunet bez słowa, chwycił mnie za przedramię i zaprowadził do "mojego pokoju". O zgrozo. Uspokój się.
Już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale ja byłam szybsza:
- Myśli, że jestem twoją nową miłością - zakpiłam, a on ponownie zmarszczył brwi. - Wiem, że to śmieszne. A najlepsze jest to, że twoi rodzice tak uważają i Marco z "Mlecznego Pingwina". Jak i zapewne całe miasteczko. I wiesz, co? Nie próbujesz ich nawet wyprowadzić z błędu. Jest mi bardzo przykro, że ten świr zabił twoją dziewczynę. Naprawdę dużo o niej słyszałam i tak, to smutne. Pewnie gdyby nakręcono o was film, zdobyłby kilka nagród. Wiem, że zerwałeś kontakt ze swoimi rodzicami i zacząłeś "od nowa". Ja mam tak samo. Teraz. Tylko ja tego nie chciałam. Tak samo jak oszukiwanie tych wszystkich ludzi, zwłaszcza twoich rodziców. Myślą, że jesteś zakochany, a to nieprawda. A największym absurdem jest to, że ktoś mógł uwierzyć, że jesteśmy razem.
Przez całą moją wypowiedź miałam przyjemność zobaczyć prawie większość uczuć Leon'a Verdas'a. Złość, rozpacz, niezrozumienie. Pewnie przesadziłam, ale jak jestem zła to nie umiem kontrolować tego, co mówię. Co Violetta pomyślała, to Violetta powiedziała.

Jaka jest Torrey?

5 dni. 5 dni starczyło, abym wiedziała, że brunet w ciągu minuty opuści pokój.