18.04.2015

One Shot: "W niebezpieczeństwie" (Cz. 2.)



Siedziałam wtulona w kanapę, pod kocem i z kubkiem ciepłej herbaty. Słuchałam opowieści Juliet. Mówiła mi jak poznała się z James'em, swoim mężem, a potem zaczęła opowiadać mi o Leon'ie. Odkąd powiedział mi o Joy, jeszcze bardziej się w sobie zamknął. Cały ten obraz wyluzowanego, a zarazem poirytowanego policjanta zniknął. On zniszczył jego związek, jego przyszłość (przynajmniej z tego co mi powiedziała Juliet tak wynika). Podobno Joy i Leon byli w sobie bardzo zakochani i chcieli wziąć ślub. Ale on wyrządza wiele szkód, wprowadza zmiany, których nikt nie chce.

Których ja nie chcę.

Ale czy powinnam być aż taka zła? Widziałam morderstwo kogoś, kogo nie znałam. Udało mi się uciec, chociaż byłam blisko śmierci, a całe życie mignęło mi przed oczami. Nawet nie myślałam o tym, jak bardzo się cieszę, że udało mi się ujść z życiem, że nic mi się nie stało. W ciągu dni tak dużo się wydarzyło. Rozmowy z psychologiem, pakowanie, zeznania na policji, ochrona, szepty.

Zniknięcie i kłamstwa.

- Torrey, wszystko w porządku? - zapytała Juliet i uśmiechnęła się do mnie. Odkąd tu jestem mam ochotę zadzwonić do rodziców. Tak dawno z nimi nie rozmawiałam. A Juliet jest dla mnie taka miła. Przypomina mi mamę.
- Tak - burknęłam. - Chyba jestem zmęczona. Pójdę już spać.
Ziewnęłam i wstałam z kanapy. Juliet spuściła wzrok i wyglądała jakby nad czymś się zastanawiała. Nie wiedziałam o co jej może chodzić, jednak wolałam się nie wtrącać. Złożyłam koc i skierowałam się z kubkiem do kuchni.
- Torrey - odezwała się nagle. Przez chwilę nie zwróciłam uwagę, ale, do cholery, mówiła do mnie.

Nigdy się nie przyzwyczaję do tego, że jestem kimś innym.

A może tak naprawdę jestem sobą? Tylko inne imię? Sama nie wiem.
Odwróciłam się w stronę matki policjanta. Miała zatroskany wyraz twarzy. Spojrzałam na nią pytająco.
- Pokłóciłaś się z Leon'em?
Otworzyłam usta ze zdziwienia. Nie takiego pytania się spodziewałam. A może powinnam?
- Kiedy ją spotkał, zmienił się. Odnowił z nami kontakt. Dzwonił często. Mieli kiedyś do nas przyjechać. Odkąd się stąd wyprowadził, zaczął nowe życie, odcinając się od nas - powiedziała smutno. - Leon nam powiedział, że rozstał się z Joy, dlatego przez ostatnie miesiące się nie odzywał. A teraz pojawił się z tobą. Nie zrozum mnie źle. Ciągle mówię o jego byłej dziewczynie, ale... Skoro się rozstali, a przyjechał z tobą, to znaczy, że naprawdę cię kocha. Ja i James cieszymy się, że Leon znalazł taką miłą, inteligentną i do tego ładną dziewczynę. Naprawdę. - Pod koniec swojego monologu rzuciła mi jeden z tych swoich uśmiechów, które zdążyłam ostatnio poznać, a następnie wstała i mocno mnie uścisnęła.

- Yyy, mamo? - usłyszałam, kiedy Juliet miażdżyła mi kręgosłup, łopatki i resztę kości.
Po chwili poczułam ulgę i zauważyłam w salonie bruneta.
- Co się dzieje? - zapytał i zmarszczył brwi.
- Pogódźcie się, dzieci, proszę.
Leon przeniósł swój wzrok z Juliet na mnie. Oczekuje odpowiedzi. Cholernej odpowiedzi co się dzieje. Nie minął nawet tydzień, a ja czuję się bezsilna. Bo nie wiem co powiedzieć. Po raz kolejny. Brunet bez słowa, chwycił mnie za przedramię i zaprowadził do "mojego pokoju". O zgrozo. Uspokój się.
Już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale ja byłam szybsza:
- Myśli, że jestem twoją nową miłością - zakpiłam, a on ponownie zmarszczył brwi. - Wiem, że to śmieszne. A najlepsze jest to, że twoi rodzice tak uważają i Marco z "Mlecznego Pingwina". Jak i zapewne całe miasteczko. I wiesz, co? Nie próbujesz ich nawet wyprowadzić z błędu. Jest mi bardzo przykro, że ten świr zabił twoją dziewczynę. Naprawdę dużo o niej słyszałam i tak, to smutne. Pewnie gdyby nakręcono o was film, zdobyłby kilka nagród. Wiem, że zerwałeś kontakt ze swoimi rodzicami i zacząłeś "od nowa". Ja mam tak samo. Teraz. Tylko ja tego nie chciałam. Tak samo jak oszukiwanie tych wszystkich ludzi, zwłaszcza twoich rodziców. Myślą, że jesteś zakochany, a to nieprawda. A największym absurdem jest to, że ktoś mógł uwierzyć, że jesteśmy razem.
Przez całą moją wypowiedź miałam przyjemność zobaczyć prawie większość uczuć Leon'a Verdas'a. Złość, rozpacz, niezrozumienie. Pewnie przesadziłam, ale jak jestem zła to nie umiem kontrolować tego, co mówię. Co Violetta pomyślała, to Violetta powiedziała.

Jaka jest Torrey?

5 dni. 5 dni starczyło, abym wiedziała, że brunet w ciągu minuty opuści pokój.

07.04.2015

One Shot: "W niebezpieczeństwie" (Cz. 1.)



Miałam być teraz gdzie indziej. Robić co innego.
Ale los jak zwykle daje mi do zrozumienia, że w tej grze tylko on rządzi, a ja jestem jedną z marionetek w jego małym teatrzyku.
Wszystko zaczyna się w momencie, w którym ulegam namowom Camili i postanawiam iść z nią na imprezę. Nie wiem czy to był ten błąd, czy ten, kiedy przypomina mi się, że nie poprawiłam projektu. Na co dzień jestem architektem. Nie mam pojęcia jak do tego doszło, że tego dnia byłam tak nierozgarnięta. Na dodatek postanowiłam wrócić na skróty widząc coś, czego nie powinnam widzieć. A dokładniej widząc jego. Bardzo dokładnie. Każdy zarys jego twarzy i ten błysk w oku, kiedy zdał sobie sprawę, że na niego patrzę. Że patrzę na kogoś, kto właśnie dokonał straszliwego morderstwa.
A teraz próbuje to powtórzyć, tylko na mnie.

- Jesteśmy już na miejscu - usłyszałam, ale przed oczami wciąż stał mi ten sam widok. To samo wspomnienie.
Czy ja się boję?
Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Czuję się zdezorientowana. To wszystko dzieje się tak szybko. Prowadziłam spokojne życie, przynajmniej tak mi się wydawało. A teraz w ciągu dwóch dni jestem z dala od domu. A wszystko do czasu kiedy go złapią.
Jestem zła na siebie, na niego.
W głębi duszy czuję się niekomfortowo. Boję się tego, że stanie w drzwiach moich rodziców, czy przyjaciół. Zacznie o mnie pytać, a oni nie będą umieli odpowiedzieć na to pytanie, wtedy on się zdenerwuje i wyciągnie swoją broń.
Na początku wydawało mi się głupie, ale potem nabrało jakiegoś sensu.
- Wszystko w porządku? - Ponownie usłyszałam ten sam męski głos. Uniosłam głowę do góry i zobaczyłam wysokiego bruneta, trzymającego rękę na otwartych drzwiach samochodu.
- Tak, jasne. Ściga mnie tylko jakiś morderca, dlatego muszę się przed nim ukrywać - rzuciłam żartobliwie i wysiadłam z samochodu.
- Jak dobrze pójdzie to za kilka dni go złapią - powiedział policjant i wyjął z tylnej kieszeni spodni telefon.
Odwróciłam wzrok i spojrzałam na miejsce, do którego przyjechaliśmy. Rozległa przestrzeń, pola, drzewa... Jesteśmy na wsi. Przypomina trochę wakacje u babci.
Wzięłam głęboki oddech. Zapach takiego prawdziwego świeżego powietrza, bez żadnych spalin samochodowych, przywołał mi miłe wspomnienia, kiedy razem z Alex'em, moim kuzynem, biegaliśmy po całej wsi. Westchnęłam cicho. Od dawna nie mam z nim kontaktu.
Podeszłam do bagażnika, aby wyjąć swoją walizkę. Nawet nie pamiętam co do niej zapakowałam, a było to niecałą dobę temu. Myślałam wtedy o tym, jakie zaległości będę miała w pracy i o tym, że na pewno mnie z niej wyleją. Zamiast martwić się o swoje życie, martwię się o swoją posadę.

25.02.2015

Capítulo Cuatro: La pasion que nos guiaba



"La pasion que nos guiaba"
- Crecimos Juntos

Ściągnąłem kask i przeczesałem dłonią włosy. Idzie mi całkiem nieźle, jednak mogłoby być trochę lepiej. Wciąż są lepsi ode mnie. Mniejsza szansa na nowego sponsora. Juan jednak mówił, że dużo się zmieniło na torze, jest nowy właściciel, który ma kontakty. Może to mi w jakiś sposób pomoże.
- Dobrze ci idzie.
Kąciki ust brunetki lekko się uniosły, a ja po chwili odwzajemniłem jej uśmiech.
- Kiedyś szło mi lepiej - westchnąłem.
- Ale miałeś dużą przerwę, nie wymagaj od siebie cudów.
Pokiwałem głową i stuknąłem palcami o kierownicę motoru.
Zrezygnowałem z motocrossu dla Violetty. A teraz znowu nam nie wyszło.Już nigdy nie popełnię takiego błędu. Pasja ponad wszystko. Bo dzięki niej, jestem sobą.
Jedna rzecz nie daje mi tylko spokoju. Z jednej strony mnie to nie interesuje, ale z drugiej...
- Gery, wiesz, czemu Lara odeszła?
Dziewczyna zacisnęła usta i pokręciła przecząco głową.
- Chyba wolała zająć się muzyką - stwierdziła.
- Myślałem, że motory to jej życie.
- Nie przejmuj się nią - parsknęła. - Może stwierdziła, że to miejsce nie jest dla niej. A śpiew i gra na gitarze to jej prawdziwe powołanie.
Wzruszyła ramionami i wróciła do pracy.
Chwilę zastanawiałem się nad tym, co mi powiedziała i coś mi nie pasowało. Gdyby chodziło o np. Violettę to nie byłoby problemu, ale Lara... Lara jest inna.
- Gery... - zacząłem mówić.
W głowie miałem szalony plan, który o dziwo mógł się udać.
- Tak?
Podniosła głowę i spojrzała na mnie. Nie wiem jak ja to robię, ale w jej oczach tańczyły iskierki i byłem prawie pewny, że się jej podobam. Szkoda, że teraz to wykorzystam.
- Poszłabyś ze mną do kawiarni albo... może do parku - zaproponowałem niepewnie.
Walnąłem się dłonią w czoło.
- Wygłupiłem się, przepraszam...
- Nie wygłupiłeś. Jasne, że z tobą pójdę - odpowiedziała rozbawiona. - Jak skończę pracę, okay?
Kiwnąłem głową i nieśmiało się uśmiechnąłem. Uwierzyła, że się zdenerwowałem - punkt dla mnie.
Panie i panowie, mam zaszczyt poinformować, że stary Leon Verdas powrócił!