środa, 11 września 2013

Opowiadanie o Federico'u | Autor: Teddy



Chodziłem po ulicach Rzymu, patrząc na witryny sklepów i restauracji. To tylko wakacje, pomyślałem. Ale za każdym razem brakuje mi mojego miasta. Nawet jakbym wyjechał na tydzień!
- Fede! - Ktoś krzyknął. Obróciłem się, ale nikogo nie zauważyłem. - Tu jestem. - Zaśmiał się i wtedy zobaczyłem mojego przyjaciela. - Jutro wyjeżdżasz? - Kiwnąłem głową, a on mnie szturchnął w ramię. - Szkoda, będzie cię brakowało w naszym zespole. 
- Dzięki, ale przecież wracam we wrześniu! - Zawołałem, chociaż stałem obok. 
- Wiemy. - Tym razem powiedzieli to wszyscy z zespołu i nawet nie wiem kiedy, po chwili się ściskaliśmy. Będzie mi ich brakować. Mam nadzieję, że w Buenos Aires będzie fajnie. Może zwiedzę jakieś ciekawe miejsca. German dużo mówi o swojej córce, też śpiewa, może będziemy mogli razem poćwiczyć. Nie będę się przecież zaniedbywał z głosem, jeszcze potem mnie wywalą z kapeli!

###
- Ach, witaj Buenos Aires! - krzyknąłem, a ludzie na lotnisku zaczęli się na mnie patrzeć. Postanowiłem ich zignorować. Odebrałem swoją walizkę i udałem się w stronę wyjścia. Mama powiedziała, że German będzie na mnie czekał. Chociaż, kto to wie? Pewnie ma dużo pracy... - A jednak... - szepnąłem i jak na zawołanie dostrzegłem go przy czarnym samochodzie. Przyśpieszyłem kroku i na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Federico! - przywitał mnie German. - Jak ty urosłeś! - Widział mnie niecały rok temu, ale to prawda...
- Witaj, German'ie. - Podałem mu rękę i wziąłem głęboki oddech. - Czyli to jest Buenos Aires.
- Tak, mam nadzieję, że ci się tu spodoba. A tak w ogóle co u mamy?
- Dziękuję, bardzo dobrze, chociaż pewnie będzie za mną tęskniła.
- W razie czego zawsze może tu do ciebie przyjechać. - Uśmiechnął się, a ja w głębi duszy to doceniłem i liczyłem na to, że mama będzie mogła tu przyjechać. Ma dużo pracy, ale mam nadzieję, że znajdzie czas. 

Po półgodzinnej jeździe, stanąłem przed domem, w którym miałem spędzić kolejne dwa miesiące. Był bardzo ładny, chociaż osobiście wolę swój dom. German pokazał mi pokój. Zapewne służył jako gościnny. 
- Możesz sobie go urządzić jak własny pokój - powiedział po chwili, jakby czytał mi w myślach, uśmiechnął się i wyszedł. 
- Do dzieła, Federico - powiedziałem cicho i otworzyłem walizkę. Mam nadzieję, że oprócz fortepianu, który jest w salonie, są tu jeszcze jakieś instrumenty. Sam bym jakieś wziął, ale nie wiem czy by przeżyły w mojej walizce podróż samolotem. A wolę o nie dbać.Wyjąłem kilka zdjęć, plakatów i rzuciłem je na łóżko. Po chwili do pokoju wpadł German. Spojrzałem na niego pytająco.
- Violetta przyszła - oznajmił, a ja natychmiast poderwałem się na nogi poszedłem za nim. Zszedłem na dół, do salonu, a tam ujrzałem dziewczynę o kasztanowych włosach. Była czymś zmartwiona...
- Violetto! Patrz kto przyjechał! - krzyknął German. 
- Cześć, jestem Federico. Mów mi Fede-r - przedstawiłem się. "Feder" mówiła do mnie czasami mama, ale zwykle było zawsze "Fede". 
- Cześć, tylko, że... Nie miałeś przyjechać w wakacje? - zapytała, ale to nie to ją dręczyło. Znam się trochę na ludziach. Czasami to pomaga, a czasami nie. 
- Federico'owi wcześniej skończył rok szkolny. Więc przyjechał wcześniej - wyjaśnił za mnie German. Chodziłem do szkoły muzycznej. Ale nie takiej zwykłej! To była najfajniejsza szkoła w Rzymie! Najlepsza w moim życiu. 
- Fajnie, cieszę się - powiedziała Violetta.
- Może pokażesz mu okolicę? - zapytał German.
- Nie, naprawdę nie trzeba - powiedziałem szybko. Nie ma nic gorszego, niż zawracanie komuś głowy. Przecież widzę, że coś z nią nie tak!
- To żaden problem, prawda, Violetto? - powiedział German. 
- Taak...
- Świetnie! - zawołał i poszedł do jakiegoś pokoju. To musi być jego gabinet.
- Wszystko okey? Nie musisz mi pokazywać okolicy, naprawdę - powiedziałem.
- Chodzi o to, że... Moja przyjaciółka wyjeżdża... - szepnęła, a ja wszystko zrozumiałem. To nie taki mój wyjazd na dwa miesiące. Wyjeżdża do innego kraju. Na długo, a może na zawsze.
- Przykro mi. - Tylko tyle udało mi się powiedzieć. Doprawdy, Fede?
- Dzięki, może lepiej pokażę ci tą okolicę, może zapomnę o tym - powiedziała, a ja postanowiłem się zgodzić i wyszliśmy z domu.

Dobrze mi się rozmawiało z Violettą, czuję, że możemy zostać przyjaciółmi. Pokazała mi całą okolicę. Przez chwilę czułem się winny, bo dzwonił chyba do niej chłopak, a ona nie mogła z nim gdzieś iść, bo musiała mnie oprowadzić. Zapewniłem ją, że mogę sam wrócić do domu, ale ona mi powiedziała, ze chodzi o jej przyjaciółkę, Francescę. Musi być jakieś rozwiązanie! Myśl, Fede....
- A Francesca nie mogłaby tu zostać? - zapytałem w końcu.
- Rodzicie nie zostawią jej samej - odpowiedziała.
- Ale na przykład u ciebie w domu? - JESTEŚ GENIUSZEM! - Znaczy jak chcesz. Musisz jeszcze się jej zapytać i taty, ale skoro to twoja najbliższa przyjaciółka i ona sama nie chce wyjeżdżać... To czemu nie? - Mam nadzieję, ze German się zgodzi...
Mam pomysł...

Od razu jak wróciliśmy do domu Violetty, poszedłem do gabinetu jej ojca. Rozmawialiśmy kilka minut. Przedstawiłem mu powagę sytuacji i powiedziałem, że to jej najlepsza przyjaciółka. Widziałem, że nie jest do końca pewien, ale to dla dobra jego córki! Tak mu też powiedziałem z resztą.
Chyba przekonało go, ze Violetta straci Francescę, bliską jej osobę. Mama będzie zła, miałem nic nie powiązywać do Marii, a tymczasem gram człowiekowi na uczuciach. No, trudno. Musze go jakoś potem przeprosić czy coś. Po chwili wszystko powiedzieliśmy Violetcie, a potem spotkałem jej chłopaka, Leon'a. Pięknie, znowu bym namieszał! Byłem tak szczęśliwy swoim sukcesem, że jakoś tak chwyciłem Violettę za rękę, a on to zobaczył i chyba pomyślał, że się potajemnie spotykamy. Na szczęście wszystko się ładnie, szybko wyjaśniło. Uff... Nie, no. Leon był miły i wydawał się okey. Widać, że kocha Violettę, ale trochę przesadza z zazdrością, nie ma co!

Kiedy byliśmy w Resto, poznałem wszystkich przyjaciół Leon'a i Violetty. Najpiękniejsza była dziewczyna o ciemnych włosach i oczach... Czy ona czasem nie jest Włoszką?
- Kto to? - zapytała przepięknym głosem. Do tego takim miłym tonem. Mógłbym jej słuchać całymi dniami...
- Jestem Federico... - wyjąkałem. - Miło mi cię poznać. Ty pewnie jesteś Francesca? - TYLKO TYLE? Zacząłem na siebie krzyczeć w myślach.
- Tak... - odpowiedziała, a potem gdzieś poszła z Violettą. Nic nie słyszałem co do mnie mówią. Francesca - piękne imię.

Siedzieliśmy jeszcze trochę. Wszyscy się cieszyli, że Francesca zostaje. Ja też. Ale tylko dwa miesiące tu jestem.... Kiedy wychodziliśmy, zatrzymała mnie. Miałem ochotę ją pocałować, ale się opamiętałem. Ja jej nawet nie znam! Miłość od pierwszego wejrzenia? Pff...
- Dziękuję. Wiem, że to ty przekonałeś tatę Violetty. Mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie, a ja zdałem sobie z czegoś sprawę. Teraz będę mógł ją codziennie widywać! Przez dwa miesiące...

9 komentarzy:

  1. A chciałam się zapytac czy moje opowiadanie doszło ;) Wiktoria ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. super rozdział, szkoda że taki krótki... :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Boskie !!!
    Uwielbiam Fedecesce *.*
    Czekam z niecierpliwością na ten piątek.
    A dokładniej o której będą wyniki ? xD
    F.L <3333

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy następny rozdział ? miał być dziś

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Obserwatorzy